sobota, 14 lipca 2018

Rozdział III

Rozdział III
A może jednak dziwny sen?




       Elizabeth jechała samochodem wraz z Lucasem. Chłopak od rana zachowywał się dość specyficznie, przynajmniej tak wydawało się Eliz. Luka rano namawiał ciotkę do zostania w domu i odpuszczenia sobie zakupów. Był czymś wyraźnie zdenerwowany, ale kiedy Eliz próbowała nawiązać rozmowę z ciemnookim, on zwyczajnie ją zbywał. Nagle dziewczyną mocno szarpnęło. Pojazd się zatrzymał.
        Na poboczu drogi, którą jechali, zatrzymało się kilka samochodów. Z jednego z nich wysiadł mężczyzna, który stanął na drodze prowadzącemu Lucasowi. Chłopak zaklął pod nosem. Chciał wykonać manewr i wyminąć mężczyznę, ale ten pogroził mu palcem. Lucas westchnął i zatrzymał się na poboczu.
        - Nie wychodź - rzucił, zamykając drzwi.
        Eliz przez chwilę analizowała sytuację. Mężczyzna stojący na środku szosy poprawił marynarkę, kiedy ciemnowłosy zbliżył się do niego. Nie wydał się dziewczynie groźny, a jedynie ciekawy. Stwierdziła, że może on wie, o co chodzi w tym wszystkim. W końcu, niewiele myśląc, wyszła z samochodu, podchodząc do mężczyzn i przerywając im rozmowę.
        - Wróć do samochodu - zarządził Lucas.
       - Lucasie Blackwell, nie przystoi się tak odzywać do kobiety. - Mężczyzna posłał sarkastyczny uśmiech ciemnowłosemu i wyciągnął rękę w kierunku blondynki. - George Eisenhower.
        Elizabeth chciała podać dłoń mężczyźnie, który
z bliska okazał się młodszy niż się jej zdawało, ale Lucas stanął miedzy nimi.
        - Obejdzie się bez tego - warknął. - Ja i Elizabeth musimy jechać, skontaktuję się z tobą, kiedy będę mieć czas.
        Mężczyzna cofnął dłoń i przeczesał nią włosy.
Z jednej strony Elizabeth wydało się, że ma trzydzieści, może czterdzieści lat, ale jego wygląd zupełnie temu przeczył. Mimo to biła od niego dojrzałość.
       - To, że ty masz czas, nie znaczy, że my mamy. Nie lekceważ nas.
        - Nie lekceważę, to po prostu zły moment. - Luka wzruszył ramionami.
       - Jaki zły moment?! - Mężczyzna uniósł ręce ku górze. - Jesteś łowcą i to chyba do ciebie powinno się kierować prośby!
        - Co? - Eliz zmarszczyła brwi.
        - Och... - George wygiął usta w dziwny grymas. - Nie chciałem, Lucasie, zapomniałem się.
        Ciemnowłosy wypuścił powietrze z ust i cicho jęknął.
        - Może ja faktycznie sobie pójdę do samochodu - rzuciła zdezorientowana Eliz.
      Blondynka powoli zaczęła się cofać, obróciła się, by iść do samochodu przodem, ale nagle poczuła ogromny ból oraz zdała sobie sprawę, że traci grunt pod nogami. Usłyszała tylko czyjś krzyk. Potem ogarnęła ją ciemność.

***

         Lillka wraz z Williamem siedziała na sofie w salonie. Obydwoje mieli na sobie galowe stroje i z niecierpliwością czekali na sygnał od Maggie, która właśnie stanęła w progu pomieszczenia.
         - Gdzie są Sara i Sophie? - spytała wyraźnie zniecierpliwiona.
         - Tutaj jesteśmy, ciociu - oznajmiła Sara.
        - Świetnie. - Maggie złożyła dłonie. - Najpierw sprawdzą ciebie, William, następnie ty, Lillka. Sara i Sophie, wy będziecie kolejne i tak, jak na bliźniaczki przystało, przejdziecie ją razem. Nina i Marks, którym pomogę, będą kolejni. Zapewne doradca z Rady przyjedzie sam. Na końcu pójdę ja.
        W Akademii rozległ się odgłos pukania. Maggie pędem ruszyła do drzwi. Od razu
było widać, że kobiecie zależy, by dobrze wypaść. Lillka nie do końca wiedziała, co się stanie, gdy ktoś nie przejdzie próby, ale starała się o tym nie myśleć. Will nie chciał nic jej powiedzieć, z Lucasem w ogóle nie rozmawiała na ten temat, a Sara i Sophia były tu krócej niż ona i czarnowłosa na wstępie stwierdziła, że nie będą nic wiedziały.
        Wstała z kanapy i ręką wygładziła sukienkę, którą miała na sobie. William stanął tuż za nią. Chłopak złapał ją za rękę, a ona ją mimowolnie ścisnęła. Wiedziała, że nic jej nie grozi, ale i tak się bała. Do pomieszczenia zaraz po Maggie weszła kobieta. Ubrana w szarą szatę  przewiązaną sznurkiem o niebieskim odcieniu. Burza czarnych loków spoczywała na ramionach doradcy, z niebieskich oczu o dziwo wcale nie patrzyło źle. Kobieta wyglądała na bardzo łagodną i troskliwą osobę. Lillian odetchnęła ze spokojem, bo kiedy była młodsza, jej mama straszyła ją doradcami i przez to nie kojarzyli jej się zbyt dobrze. Często śmiała się z nich, jak była młodsza, że chodzą w workach po warzywach.
          - Williamie Patterson, ty pierwszy podejmiesz próbę. - W pomieszczeniu zabrzmiał
wyniosły głos kobiety, który sprawił, że czarnowłosą przeszły ciarki.
        Dziewczyna skrzywiła się i utwierdziła się tylko w przekonaniu, że jej mama, mówiąc, iż doradcy mają skrzekliwe i przenikające głosy, miała rację. Will delikatnie i powoli puścił dłoń dziewczyny i podążył wolnym krokiem za doradcą w kierunku gabinetu Mag.
        Maggie wypuściła powoli powietrze z ust i usiadła na jednym z foteli. Lillka oparła się o ścianę. Zastanawiała się, jak to będzie wyglądać, bo kiedy rozmawiała rano z ciocią, ta powiedziała, że zupełnie tak samo, jak w przypadku próby, kiedy ma się osiem lat. Siebie była w stanie sobie wyobrazić, ale Niny i Marksa zupełnie nie. Jak pięciolatek da się skaleczyć i cierpliwie poczeka na werdykt?

***

         Elizabeth powoli otworzyła oczy. Czuła ogromny ból lewej ręki, ale i tak powoli
zaczęła się podnosić, otwierając oczy.
         - Nie ruszaj się, Elizabeth. - George delikatnie powstrzymał ją od wstania.
        Dziewczyna posłusznie wróciła do pozycji leżącej. Czuła się zdezorientowana. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Leżała na sofie w niedużym salonie. George siedział koło jej głowy na sofie. Lucas stał i wyglądał przez okno.
       - Co się stało? - Do pomieszczenia z hukiem wpadła Lillka. Za nią wszedł William, który wyraźnie błagał w duszy dziewczynę, żeby nie przesadzała.
         - Zaatakowali nas sojusznicy Rady, chyba wampiry. - Lucas odwrócił się do przyjaciół.
         - Wampiry? Od kiedy oni współpracują z Radą? - spytał Will.
         - Najwyraźniej zgadzają się z obecnymi przywódcami. - Lucas wzruszył ramionami.
         Lillian jęknęła i spojrzała na leżącą na łóżku blondynkę.
         - Obiecaliśmy coś cioci. - Przeniosła wzrok na chłopaków i wymownie na nich spojrzała.
         - Lillka, zapewne nie było wyboru - wtrącił się Will.
         - No bo nie było. - Lucas spojrzał na blondynkę. - Wszystko ciągnie do niej, nie nasza wina.
         - Nie możecie powiedzieć tego pani Blackwell - odezwał się George, który bacznie
przyglądał się gościom.
          - Co? - zdziwiła się Lillian. - Przecież musimy...
          - Oj cicho, Lillka - przerwał jej William. - Musimy to zataić.
         - Później dokończycie tą rozmowę. Teraz to ja zapraszam was na słówko. - George wstał z sofy i poprawił marynarkę. Podążył w kierunku drzwi. - Lillian, może ty zostaniesz i wyjaśnisz co nieco nowej?
          Czarnowłosa pokiwała leniwie głową, przygryzając wargę. Usiadła na podłodze na wprost sofy i oparła się o ławę stojącą za nią.
         - Nie zdziwiło cię to, że matka nagle kazała ci się spakować i powiedziała, że wyjeżdżacie? - Zmarszczyła brwi.
           Blondynka dźwignęła się na zdrowej ręce. Skrzywiła się z bólu i tak, ale udało się jej
usiąść.
          - To nie pierwszy raz, wcześniej też się zdarzały takie rzeczy, ale wtedy mama
budziła mnie i mówiła, że wyjeżdża. Zostawiała mnie samą, w ciągu dnia odwiedzała mnie jej przyjaciółka.
          - Wcześniej nie bała się zostawiać cię samą?
        - Nie, raczej nie. Od śmierci Annie zrobiła się taka. - Wzruszyła ramionami. - Wcześniej śmiało mogłam zostać sama, oczywiście dzwoniła do mnie, ale to jednak co innego niż teraz, gdy zostawiła mnie u swojej przyjaciółki i zorganizowała mi prywatnego ochroniarza.
         - Nie traktuj tego w ten sposób. Myślę, że twoja mama zrobiła to, co uważała za słuszne.
         - Och wiem, ale to nie zmienia faktu, że mogła mi powiedzieć, o co chodzi. Nawet nie wiem, co się z nią dzieje.
          Elizabeth poczuła się źle. Po raz pierwszy minęła jej złość na matkę i zrozumiała, że bardzo chciałaby, żeby tamta tu była, bo przecież nie ma pojęcia, co u niej. Zdała sobie sprawę, że nie zachowała się dobrze wobec niej, kiedy się żegnały. Nie rozumiała sytuacji, ale coś chamowało ją od jakiegokolwiek ekspresyjnego wyrażenia emocji. Głęboko zaczerpnęła powietrze. Nie była zbyt emocjonalną osobą.
        - Nie przejmuj się! - Lillka wstała z podłogi i usiadła koło Eliz, kładąc rękę na ramieniu dziewczyny. Ta z jękiem odsunęła się od niej. - Przepraszam. - Posłała blondynce uśmiech pełen współczucia.
         - Jeśli dobrze zrozumiałam, to miałam robić za obiad, tak?
        Lillian parsknęła śmiechem.
         - Powiedzmy. Wierzysz w to, co mówimy?
         - A mam wybór? - Wzruszyła ramionami.
        Miała go czy nie? Bardzo ją to ciekawiło.
        Do pomieszczenia wszedł zdenerwowany Lucas, tuż za nim Will i George.
        - Lillian, to prawda, że wy wiedzieliście o próbie? - spytał zaciekawiony.
        Dziewczyna spojrzała na swoje dłonie.
       - Nie podnoś głosu, to nic nie da, Luka. Twoja ciocia tak zadecydowała, nie mieliśmy wyboru - William stanął przed Lucasem.
        - Mogliście powiedzieć. To, że ją wezwali też chcieliście przede mną zataić? - Chłopak wręcz krzyczał.
         Lillian i Williama zamurowało. Nikt się nie odezwał.
         - Wydaje mi się, Lucasie, że oni o tym nie wiedzieli - George przerwał ciszę.
         - O czym ty mówisz, Luka? - Lillian zmarszczyła brwi.
         - Sam nie wiem, o co chodzi. - Chłopak westchnął. - Przeczytałem list adresowany do ciotki.
         - Powinniśmy z nią to wyjaśnić - oznajmiła szarooka.
         - Nonsens. Poczekajmy aż sama nam o tym powie - wtrącił się Will. - Lucas, co pisało w tym liście?
          - Było o tym, że każdy członek Akademii musi przejść próbę i że ciocia ma miesiąc na pojawienie się i złożenie zeznań. Jeszcze potem coś było, ale nie wiem, o co chodziło. Doczytałem tyle i odłożyłem, bo słyszałem, jak ciocia nadchodzi.
         - Dlaczego ty pojechałeś ze mną na zakupy w takim razie? - spytała Eliz.
         Lucas spojrzał się na nią jakby przez chwilę nie wiedział, co ona tu tak właściwie robi.
         - Nie jestem uczniem Akademii. Mieszkam z ciocią, a nie w jej ośrodku.
         - Umm... - Eliz pokiwała głową i opadła ponownie na sofę.
         - Co teraz zrobimy? - Lillian była wyraźnie zdezorientowana tym, co się działo.
         - Pojedziemy kupić jej jakieś ubrania i wrócimy jak gdyby nigdy nic - oznajmił Will,
wskazując brodą na blondynkę.
         - A co z jej ręką? - Luka spojrzał na przyjaciela.
      - Zająłem się nią jak tylko tu przybyliśmy. Mniejsze otarcia poznikały, ale rana na ramieniu Elizabeth jest większa i zapewne dopiero rano zniknie - oznajmił George. Eliz jęknęła cicho. Ból ramienia był dość mocny, więc dziewczyna skrzywiła się na myśl znoszenia go aż do jutra.

***

      Kiedy wracali, blondynka podpytywała Lillian o różne rzeczy, ale ta była wyraźnie przejęta wiadomością, którą wyczytał Lucas, bo nie była w stanie nic jasno określić. William zarządził, że musi przejść jak najszybciej próbę, o ile jedna z bliźniaczek zgodzi się im pomóc, bo inaczej musieliby się zgłosić do George’a, co wyraźnie nie spodobało się bratankowi Maggie. Elizabeth próbowała z nim rozmawiać na temat tego, co działo się na drodze, ale on zbył ją, mówiąc, że sam nie wie, dlaczego się to stało i że jak się dowie, to wtedy może coś jej powie. Niebieskooka odpuściła i dalej nie drążyła już tematu.

***

      Dostanie się do nowego domu było znacznie łatwiejsze niż spodziewała się dziewczyna. Ciocia Lucasa była zajęta, więc posłała jej tylko ciepły uśmiech zza biurka i spytała czy zakupy się udały. Eliz pokiwała twierdząco głową i oznajmiła, że ją to strasznie się zmęczyło, a następnie podążyła do swojego pokoju.
      Teraz, kiedy leżała na łóżku i czuła ból ramienia, starała się zrozumieć, co się dziś stało. Zaatakowało ją coś​, a nowi znajomi rozmawiają o jakiejś próbie i zawzięcie dyskutują, co mają zrobić dalej odnośnie wezwania ciotki. Eliz tylko uważnie przysłuchiwała się im w samochodzie, starając się wszystko złożyć w całość. Teraz miała nadzieję, że kiedy jutro wstanie, wszystko okaże się po prostu zwykłym, głupim snem. Miała szczerą nadzieję, że nie będzie musiała rozumieć i przyzwyczajać się do nowej, specyficznej sytuacji.


Rozdział III